Otrzymałem zaproszenie na śniadanie od kandydata PiS. Ma to być spotkanie, na którym nie będziemy poruszać tematów politycznych. Zabawne jest to, że nawet samo zaproszenie jest już jednak polityczne – podpisane zostało jako „kandydat na Prezydenta”. Widzę tu więc lekki rozdźwięk – spotkanie niepolityczne, ale w politycznym nastroju. Poza tym przez ostatnie cztery lata kandydat PiS nie wypił ze mną nawet kufla piwa i nie widział najmniejszej potrzeby spotykania się ze mną. W tym czasie zajmował się marudzeniem, krytykowaniem i utrudnianiem.  

Zaproszenie, które dostałem obejmuje też moją żonę. Tego posunięcia już w ogóle nie rozumiem. Jak mam to interpretować? Jako ostatnio prezentowaną przez PiS politykę łagodności w wykonaniu Pana Kubiaka, do której postanowił zaprzęgnąć rodzinę, aby złagodzić wizerunek? Czy po prostu mamy się pochwalić swoimi żonami?