Najnowsze badania CBOS pokazują, że w nadchodzących wyborach, podobnie jak poprzednio, kandydaci niezależni znów mają największe szanse na wygraną. Chociaż niektórzy mówią, że ci, którzy mają poparcie dużej partii mogą zrobić więcej dla swojego miasta. Uważam, że ważniejsze w tym wypadku jest doświadczenie i skuteczność. Najlepszym przykładem jest sam Bełchatów. Nie stoi za nami żadna wielka partia, a realizujemy wiele ważnych projektów i pozyskujemy spore środki unijne. Partyjni samorządowcy często mają związane ręce, bo muszą podporządkować się „górze”, która często sama podejmuje decyzje. W niezależności burmistrzów, wójtów i prezydentów tkwi ich siła – mogą skupić się na potrzebach mieszkańców. Moim zdaniem pomysłodawcy ustawy o bezpośrednich wyborach samorządowych chcieli właśnie odpolitycznić samorządy i postawić na ludzi, którzy znają określone społeczności i wiedzą, jak rozwiązać ich problemy. Dlatego dobrym pomysłem mogłyby być jednomandatowe okręgi wyborcze, w których wybierani byliby ludzie, a nie listy partyjne. Samorządowcy powinni się wsłuchiwać w głos mieszkańców, a nie w nakazy partii. Dlatego mam nadzieję, że sondaże dotyczące wygranej kandydatów niezależnych się nie mylą.